Na tej stronie będziemy umieszczać najlepsze,
najciekawsze, najśmieszniejsze naszym zdaniem wpisy, jakie pojawiły się na
forum.
Co sobie piłkarz myśli w Olsztynie?
napisane przez marmar at 06 May 2001 01:40:56
Z pamiętnika piłkarza Legii
napisane przez marmar
at 29 May 2001 01:19:10
Z pamiętnika dzikusa
napisane przez marmar
at 10 Jun 2001 16:35:19
Wielki
Turniej Klanów
napisane przez wit39 at 10 Jun 2001 16:35:19
Co sie stalo z Jackiem K. ?
napisane przez Wars74
at 10 Jun 2001 16:35:19
Program obchodów III-lecia forum
napisane przez
piter
at 06 Jun 2003 09:02:15:![]()
Napisane
przez marmar
at 06 May 2001 01:40:56:
Co sobie myli piłkarz Legii przegrywając w
Stomilu?
IMO nie jest to takie skomplikowane.
Scenariusz I:
Miejsce akcji: Łazienkowska, Łódź, Szczecin, Kraków, czasami Katowice, Chorzów,
Wronki (tam gdzie zapalą światła, albo tam gdzie gra lider, albo wróg dozgonny)
Od kilku lat jesteś piłkarzem Legii. Jesteś gość.
Jesteś gwiazda. Na każdym treningu patrzy na ciebie kilkadziesiąt osób, kilku
dziennikarzy podtyka magnetofon, chcą wiedzieć czy kolano nie boli, czy żona
nie nakrzyczała, co z dziećmi. Na meczu tłum ludzi. Zdobadz bramkę, to skoczą
za tobą w ogień. Atmosfera, o jakiej marzyłes zaczynając grać gdzieś w Dębicy,
Gdańsku, Zielonej Górze. A już, kurde, meczyk przy światłach, to jest to.
Kameeeery, jupiteeeery, flaaaagi, propooooorce, sztuczne oooognie, na trybunie
Engel, Boniek, wszyscy święci. Aż chce się zapierdalać. A jak są "menadżerzy"?
Oooo, ... Zapominasz wtedy o wczorajszym spotkaniu z dealerem Hondy, albo o
jutrzejszej imprezce w "niepotrzebne skreślić". Walczysz, bo wiesz że
bierzesz udział w widowisku, czujesz adrenalinę, czujesz że żyjesz ...
Barcelona, Real, Schalke ...
Scenariusz II
Miejsce akcji: np. Radzionków, Olsztyn, Grodzisk, Zabrze (bez świateł, bez
fleszy, kopanina z frajerami) itp.
Dzień pierwszy
Jest piątek. Piękna pogoda. Wstajesz wkurwiony wcześniej niż zwykle bo o 12
zbiórka przy autokarze. Bierzesz karty, żegnasz kobietę, wciskasz słuchawki na
uszy, wsiadasz w auto i jedziesz do klubu. I myślisz sobie: "kurwa, za
jakie grzechy?". W autokarze te same mordy od lat. Tylko człowiek na
przednim siedzeniu od czasu do czasu się zmienia. Wtedy jest najgorzej. Czasami
przyjdzie jakiś ćwok i sadza cię na ławce. A czasami przyjdzie równiacha i masz
plac, zarabiasz. No więc jedziesz, powiedzmy do takiego Olsztyna. Też stolica,
ale Warmii i Mazur. Wyprzedzaja cię fajne bryki. Ludzie jadą nad jeziora. A ty
znowu w stresie: "kurwa, ale im dobrze". Po trzech godzinach autokar
wjeżdża na nocleg, powiedzmy do ośrodka w Mierkach. Byłeś tam już rok temu.
Jasne, meczyk do tyłu, ale komu się wtedy chciało biegać. Uśmiechasz się na
wspomnienie Czarusia zasuwającego jak motorek w koszulce Stomilu. Jesteś w ośrodku
(rządowym, a co), jutro mecz, a ty nie masz nic do roboty. Tu jeziorko, tam
drzewko, z ludzi ta sama portierka co przed rokiem. Idziesz spać, bo z żalu nie
chce ci się nawet napić piwa. Zasypiasz z myślą, że inni to mają lepiej. Taki
Figo, nawet taki Tomek Hajto. Kiedyś robiłeś mu siaty na każdym meczu, a teraz
gdzie ty a gdzie on? Och, życie ...
Dzień drugi
Budzą cię o jakiejś nieludzkiej godzinie. Gonią na śniadanie jak przedszkolaka.
Trener coś do ciebie mówi, ale ludzki język to to nie jest. Na szczęście rozumiesz,
że wychodzisz w pierwszym składzie. Czas, myślisz sobie, nie jest do końca
stracony. Zostało kilka godzin do meczu. Chwytasz dzisiejszy "Przegląd
Sportowy". Uśmiechasz się czytając, że Legia motywuje gieksę. Kurwa, myślisz
sobie, po co tak rozrzucać pieniądze. Jakie szanse? Jakie punkty? Kto to
widział, żeby odrobić sześć punktów w siedmiu meczach? Tego nawet nie ma w
bajkach dla dzieci, o które potykasz się w domu szukając pilota. Wsiadasz do
autokaru, jedziesz na mecz. A mecz o 15, czyli rano. I to już zła wróżba. Kto
to widział grać o tej porze? Co za wieśniaki! Jeszcze ci faki pokazują na światłach.
Niewdzięcznicy, przecież dzięki nam macie jeden raz w roku igrzyska! Jedźmy już
stąd, myślisz sobie. Stadion ("kurwa, to ma być stadion?"), na trybunach
ławki zamiast krzesełek, no i ta murawa, rżysko to znaczy. Patrzysz za bramkę.
400 ludzi w znajomych barwach ("debile, nie mają chyba co robić?" - myślisz
intensywnie). Na reszcie trybun ludzi całkiem dużo. Nie ma dopingu, do jakiego jesteś
przyzwyczajony, ale za to możesz usłyszeć każde przekleństwo rzucone w twoim kierunku.
Pięć minut meczu mija, myślisz sobie "strzelimy wreszcie, czy nie
strzelimy?", a za moment drzesz się do sędziego "kurwa, faul".
Idzie kontra, bramka ... dla nich. No to ładnie, znowu ten baran nie przeciął.
Jeeeezu, znowu będą się czepiać. Trzeba się brać. "Rany, jak oni zasuwają".
Dziwisz się, bo tyle razy po każdej kolejce włączałeś C+ i nigdy byś się tego
po nich nie spodziewał. Coraz mniej minut do końca. Zaczynasz się poważnie
denerwować. "Kurwa, z takimi frajerami przejebać". Koniec meczu. Aż
nie chce ci się kupować rano "przeglądu" ...
Napisane przez marmar
at 29 May 2001 01:19:10:
"No, to Kowal ma przesrane, kaleka spasiona.
Taki wywiad dać do gazety! Wiedziałem, że to świr, ale żeby na kolegów kapować?
O żesz kurwa, niech tylko zobaczę go na boisku. Piłki ode mnie nie ujrzy, a jak
po kolanach przyłoję to wyląduje na Pelcowiźnie. U Gilera za ladą. Taki wywiad!
A przecież mógł przyjść, pogadać, powiedzieć co go dręczy. Zaprzyjaźnilibyśmy
się, kaska płynęłaby dalej, po miesiącu gryzipióry by odpuściły, a żyleta znowu
zawyła. A teraz? Nic, wielka dupa, kurde mol!
Trzeba się będzie pakować, szukać klubu w swoich
stronach. Jeeezu, tylko kto mi tyle da? Jak tu żyć? Grać dla dwóch tysięcy
smutnych wieśków w kapeluszach, z czego połowa to kuzyni? W dodatku poobrażani
nie wiadomo za co? śnił mi się dzisiaj Rysiu Staniek, uśmiechnięty, kiwał do
mnie paluchem. Obudziłem się mokry. Dziecko wystraszyłem. Kobieta mi mówi rano:
"pierdol łachudry niewdzięczne, jedźmy zagranica, nic tu po nas". Głupia, łatwo
jej mówić. Pewnie, że najlepiej byłoby w zweite bundesliga. Albo w Austrii.
Geld płynie, ty się nie wysilasz, odkładasz na starość. A jakie krajobrazy ...
Tyrolski kapelusz bym se założył, jodełki nauczył zamiast języka i hajda do
Radzia Gilewicza. Tylko jak, skoro nawet Miętowy od dwóch lat do Gdańska przez
Jasną Górę jeździ i nic nie wyjeździł. Bóg nas nie lubi po prostu.
Co ja mówię, Bóg. Ten nawet jak nie przepada to
jest wysoko. Gorsze, że ta wściekła hołota jest blisko. Kowal ich napuścił i
teraz już pewnie kosy ostrzą po chatach. Widziałem wczoraj tych hunów w TVN.
Mili nie byli. Dzieciak "Przegląd" mi kupuje, bo strach wyjść. Szczęście, że
się trochę Wisłą zajęli. Że niby chłopaki podchodzili. Heh, a co mieli nie
podchodzić, wielkie mi halo. Normalka. Mieli interes to i podchodzili. A te głąby
się dziwią, robią dym, napuszczają. Ach te czasy. Fani nienawidzą, gryzipióry
szczują, Miklas knuje, Okuka ... Cygan jeden też coś kombinuje, tylko nic nie
chce mówić, bo przecież nie umie po ludzku. Swoją drogą dziwne te chłopaki z
Amiki. Bajor powinien ich jakoś ustawić, pouczyć, że taka wychyłka się nie
opłaci.
Rany, jaki stres. Ale dobrze mi tak. Sam tu
chciałem grać. Połaszczyłem się, a mogłem iść do Lubina. Spokojne życie, kasa
mniejsza, ale pewna. Dorobić też można. A tutaj? Przeklęte miejsce. Każdy
wlepia w ciebie gały i krzyczy: "mistrza, mistrza, mistrza". A co ja jestem?
Czarnoksiężnik? Też bym może i chciał, ale jak tu zrobić mistrza, kiedy Franio
wysłał nas zimą na ferie. A w ogóle to z kim mam zdobyć tego mistrza? Niby z
tym gadułą, co przewraca się pod swoją bramką? Z tym młodym cielakiem, co głową
może i umie grać, ale nogami bynajmniej? Że niby z tym świętym, co kiwa się sam
ze sobą? Albo z łysym, co ma celność podań jakby w kosza rzucał za trzy punkty?
W dodatku Miklas nie potrafi zorganizować ani jednego karnego. Ale mnie to się
czepia, szczyl jeden!
Jest syf malaria. Żyleta drze mordy, coś
wywiesza, z Miętowego się śmieje. Chłopaki fajni są, ale naiwni. Ja Legię
lubię, Warszawę też i owszem, ale jak tu wygrać ligę, kiedy wszędzie gdzie się
zjawimy jadą z nami jakby to był ostatni mecz w ich życiu. A potem umierają w
trzech następnych. Prawda, w Płocku to może i trochę odpuściliśmy, ale szans na
mistrza przecież i tak nie było. Tylko, kurde, kto mógł się spodziewać, że
Rychu Czerwiec nie załatwi niczego we Wronkach. Nie załatwił, a teraz
przyjedzie do nas po swoje. Nic się nie udaje. Wszyscy przeciwko nam. Z jednej
strony Rychu, a z drugiej nasi zasrani kibole. A mogło być tak spokojnie. Ale
czy taki Kowal to zrozumie? Nie zrozumie. Ośmiu klas nie skończył, tuman
kwadratowy, a poucza. Każe umierać za Legię. A ja tu tylko pracuję."
Napisane przez marmar
at 10 Jun 2001 16:35:19:
Stara obudziła mnie o dwunastej. Wkurwiłem się,
bo miała przykazane, żeby śniadanie było na pierwszą. "Ale Misiu, Siwy dzwoni".
Aaa, Siwy to co innego. Przynajmniej to zakumała. Zlazłem z koja i lezę. Siwy,
mądrala, skroił wczoraj komórę i chwali się komu popadnie. Do mnie, że niby nie
wie gdzie zebranie. "Pod klatką" - tłumaczę debilowi. Stary jak usłyszał
resztę, to wyjrzał zza telewizora. Że klnę. Heh, a sam to niby wierszem gada.
Matka krzątała się przy jedzeniu. "Umyj ręce, Misiu." "A po kij? Mleko jest?" "Nie,
ale zaraz przyniosę."
Mleko to mój patent. Leon Zawodowiec to był gość.
Jak to obejrzałem, codziennie wpierdalam litr mleka. No i ser. Na siłowni
trener kazał. Gorzej, że nie mam na odżywki. Kasę starzy chowają, mówią że drogi
jestem. No, sorki, widziały gały co działały, nie? Teraz za późno, trzeba bulić
na synusia, jak to mówi wujek z Rembertowa.
"Daj na bilet" "Znowu? Ciągle tylko daj i daj.
Ostatnio zgubiłeś bluzę" Wieeelka mi strata. Psy mnie szarpały, to im oddałem.
Stary pyta, z kim mecz. "Ze skisłą" "A z Górnikiem już grali?" "Grali, ojciec,
ale przejebali" "Z Górnikiem, to były kiedyś mecze" - stary się rozmarza.
Spryciarz cichociemny kibicuje Górnikowi. "Hanysy zlatują" - śmieję się i
wychodzę. "Misiu, a mleko, mycie, o której będziesz?" Dobra, dobra, nie świruj
matka. Będę, kiedy wrócę.
Zbieramy się pod klatką, a potem do piekiełka.
Jest Siwy, Lechu i Autobus. Ten nami rządzi bo był w TV. Ja mam ksywę Misiek.
Przez matkę. Raz przyszli do mnie kole, a ta do mnie Misiek i Misiek. I tak,
kurwa, zostało. Czasami ktoś mnie maca bez sensu, czy mam kuzyna w Krakowie. W
Krakowie to ja byłem na wycieczce. Siwy mnie zmartwił, bo oglądał festiwal w
Opolu i dowiedział się, że Daniec to skiślak. Nie mogę uwierzyć. A to bura
suka.
Wsiadamy w 520 i zaraz jesteśmy pod stadionem.
Jest wcześnie, psy się jeszcze nie zjechały. Siwy domyśla się, że żrę obiad.
Wie, bo sam chce tam kiedyś służyć. Blisko, a i meczyki miałby za darmo. Heh,
może się kiedyś spotkamy. My będziemy podpalać, a on gasić. Poganiamy jak za
dawnych czasów między blokami.
Zaczęli wpuszczać, ale idziemy nad kanałek.
Skisła ma tędy wchodzić. Idą. Podnieceni, jak konie po stosunku. Patrzą na
siebie i się liczą. Samych ich chyba zdziwko chapło, jak zobaczyli, że ich
tylu.
Dobra, wchodzimy na sektor. Nasze leszcze już się
rozgrzewają. "Jebać Szczęsnego i całą rooodzinę jego" ? Siwy intonuje. Ktoś mu
krzyczy, że ten w bramce to nie Szczęsny. A niby kto? - Siwy się wykłóca, ale
racji chyba nie ma.
Pierwsza połowa. Ludzi mało. Doszły dwie flagi,
ale jakoś nudno. I od początku w plecy, bo Muraś dopiero po 15 minutach
zajarzył, że toczy się gra. Poza tym nic się nie dzieje. Siwy ziewa, Autobus
rzuca, że może przeniesiemy się bliżej Wisły. Po co? Psy, bariery. No i cicho
zdechlaki siedzą.
Druga połowa. Siwy wkurwiony, bo głodny, a kasy
nie ma na kiełbaskę. Chce sprzedać komórę, ale żaden nie chce. Tamci wrzucają
drugą bramę. Nasi miotają się jak ćwoki. Kaszana i tyle. Autobus gdzieś zniknął.
Jest. Bliżej płotu. Kurde, rzuca czymś w sędziego. Schodzimy do niego. Najpierw
mały kamyczek, potem większy. Czarna menda niby się nie ogląda, ale widać że
się boi. No to Siwy go większym ciach po szyi. Ten aż podskoczył i woła
głównego. A główny idiota przerywa mecz i coś radzi.
No to my szale na łeb i hajda do skiślaków. Za
nami inni. Wreszcie się dzieje. Psy na dole, więc za krzesełka i do boju.
Kurde, a mówili, że nie można ruszyć. Jest bitwa. Co prawda, jeszcze nie ma
wroga, ale jest gites. Ktoś podpala szmatę Wisły. Za chwilę jara się pół
sektora. Psy się budzą i idą do nas. Wreszcie się dzieje ...
Nawet nie skumałem, kiedy mecz się skończył.
Żyletka pustoszeje, więc trzeba się zmywać. Siwy gdzieś klapnął, podarł
spodnie, ale ogólnie zadowolony. Autobus też promienieje. Mi się chce pić, ale
dobrze jest. Przemykamy koło bramy. Śmiejemy się, bo psy obłapiają jakichś
leszczy. Jak zwykle nie tych co trzeba. Siwy się śmieje bo też już wie: "Sztuka
jest sztuka, nieee?" - i szczerzy krzywe zęby.
W domu matka zła, ale jeść da. "Ojciec, było coś
w telewizji? Kopsnij TVN" "Eeee tam, podali wynik. Kto strzelił dla Legii?"
"Jak to? A KTOŚ STRZELIŁ???"
Napisane przez wit39
at 29 May 2002 16:25:40:
Raptem dwa pełne
kalendarze królewskie trzeba było ze ścian zerwać od zakończenia Turnieju
Rycerskiego w Niderlandii, gdzie rycerstwo nasze stawać w szranki nie mogło z
powodu wielkiej miłości do talarów i okrutnej słabości swojej, a wieścią
stugębną po kasztelach i zaściankach ogłoszono Elymynacye Klanów do zwołanego
przez Cesarza we wschodnich krainach planety Wielkiego Turnieju Klanów, którego
nagrodą będzie ręka księżnej Julesy Rimety III i wielki złoty puchar oraz
królewski tytuł.
Zwołał tedy stary król radę klanów i rzekł: Los niełaskawy sprawił, że od lat
rycerstwo nasze, choć wielce szkolone, o rękę królewny starać się nie mogło.
Radźcie tedy bracia najmilsi komu powierzyć wielką pieczęć, symbol przywództwa
nad najlepszymi z najlepszych, których to w bój śmiertelny o honor krainy
naszej poślemy?
Poczęto więc obrady serdeczne, kandydatów pomniejszych na pal wprzódy powbijawszy,
aby sporów niepotrzebnie nie dłużyć. Ostało się w końcu dwóch
najmocarniejszych: spokojny, siwy En Gel Wąsaczem zwany i czerwonolicy Franc
Cudotwórca wychowany w Germanii.
Długo trwały dysputa i spory. Zadecydował głos bractwa czarodziejów, których to
Franc onegdaj zraził do siebie. Wąsacz obrany wodzem wszystkich klanów obwołany
został a na Cudotwórcę rzucono okrutną klątwę. Od tej pory każdy klan pod jego
przywództwem będzie skazany na porażkę...
Takie to były czasy... piękne i surowe zarazem.
Eliminacye przeszły
wartko nad podziw, a rycerstwo przystrojone w biało-czerwone pióropusze
rozniosło na placach klany Rusi Kijowskiej, dzikiego watażki Łukaszenki,
dzikich Ormian spod Araratu, dumnych Wikingów znad północnych fiordów (tychże
samych, które to opór dzielny dały swego czasu warchołowi okrutnemu i zabijace
gościńcowemu Andrzejowi z Lepperowic...) i krnąbrnych Walijczyków z zachodnich
równin Albionu.
Po zwycięskich
elymynacyach wielce kontenty król zwołał ponownie radę klanów. Ze wszystkich
stron królestwa zjechali wodzowie, zasiedli nad planami i ponownie radę
serdeczną poczęli. Ale tym razem mowę twardo dzierżył wielki kanclerz związku
klanów, który to pomimo protestów pozostałych wodzów do głosu ich nie dopuścił.
Rzekł tedy do Wąsacza: Ferment się wśród wybrańców sieje, w wojennej sztuce
wprawiać się nie chcą jeno chęci do gromadzenia talarów przejawiają. Zwalczyć
to trzeba jak najżywiej bo na wschód bez tego nie ruszym nijak.
Rzeknij nam Wąsaczu kogóż to ostatecznie na wyprawę zamierzasz namaścić?
Dwiedziesiątki i trzech ich będzie, nie dwóch ani nie czterech- odrzekł Wąsacz.
Honoru nacyji naszej w tyłach strzec będzie Dudko niejaki. Nobliwe to chłopię i
nad podziw zwinne, w skoczności wprawione jak żaden inny. Na Wyspach za morzem
się sprawdził.
Gdyby los okrutny Dudkę z walki wyeliminował tedy da się mu w zastępstwo godne
dwóch płowowłosego Majdana w klanie pomorskim onegdaj stawającego, tak okrutnie
przez dzikiego turczyna oszukanego. Gdyby i ten trudów turnieju nie zdzierżył
weźmiem ze sobą zawziętego Matyska. Leniwiec z niego okrutny co prawda, klanu
swego podczas ostatniego turnieju w Lechistanie nie lubił, przez co teraz
biedaki w mniej ważnych turniejach walczyć będą. Ale w elymynacyach a
szczególnie w bitwie z Wikingami nieokrzesanymi okrutnie dzielnie stawał tedy
na przychylność naszą zasłużył.
Dudko wspomożenie otrzyma od wielkoluda Hajty kosiarzem zwanym bo na wroga
okrutnie zawzięty. Kosiarz ręce ma silne niczem cięciwa łuku bo kamieniami okrągłymi
ciska w linie klanów przeciwnych jakby to puch był a nie ciężar okrutny.
Woj Wałdochem zwany wielkoluda w boju osłaniać będzie bo lubują się wzajemnie
okrutnie i od dawien dawna mocarną formacyję obronną w germańskim klanie tworzą.
Tyłów strzec będzie również chudziak szybkim Bąkiem zwany, który to onegdaj w
czasie elymynacyi zdradziecko w czasie bitwy z dzikusami od tyłu kopnięty ciżmą
został a oddawszy, pauzować długo musiał za czerwony pergamin przez druida
pokazany.
Mam też do dyspozycyi swojej Ziela niejakiego, którego okrutnie na południu
Lechistanu nie lubią, ale, że doświadczenie w boju u niego przednie tedy wśród
wybrańców się znajdzie bo chłop do bitki skory a wrogów posturą straszyć może.
Pod Ziela opiekę da się młodzianka Głową zwanego. Z południa Ci on, prawda, ale
przy do nauk rycerskich skory okrutnie i nie pyskuje do starszyzny. Tedy szansę
swoją otrzymuje...
Rząsa niejaki za pacholęcych lat do Niderlandów za bezcen oddany na służbę
postawą swą waleczną na służbę w taborach wojów zasłużył również.
Dorzucim na tyły jeszcze Kłosa bo ten solidny w walce nad podziw i mądrością
okrutną obdarzon i spokój wśród wojów wprowadza.
Środek linii kluczem
będzie do wiktoryj naszych. Zatem graczy mądrych, walecznych i w sztuce
rycerskiej obeznanych na wybrańców namaściłem.
Do środkowych fromacyi damy woja Oycem zwanym. W klanie południowym ferment
czynił swego czasu za dudkami w zachodnich krainach się rozglądając, aleć zbir
z niego w walce straszny i zabijaka okrutny co to dla wroga litości w sercu
nijakiej nie nosi.
Oyca uzupełnieniem drugi Bąk będzie, Okrągłym zwany, z racji swey facyaty
kształtu. Dudki naszego przykładem zachęcon do Albionu ruszył aleć się tam
długo nie ostał i nazad do Lechitowa wrócił. Szanse mu tedy ostatnią na
promocyę osoby własnej dać wypada a i na ambicyję podrażnioną liczyć należy.
Dla podniesienia kunsztu i techniki wojowania sprowadziłem woja, któren w
italiańskiej ziemi w turniejach klanów praktykował. A że italiańce okrutną sławą
okryci bo sprawność w turniejowym rzemiośle u nich wielka tedy i jego doświadczenie
przydać się może.
Otóż i weźmiem także mości Krzynówka, lewusa zawołanego, siepacza na
niemieckich polach bitewnych wyuczonego, któren w południowym Lechistanie w
grodach z węgla i cudów słynących pierwsze wprawki rycerskie czynił.
Wybraliśmy również woja którego Kudłaczem wołają bo pukle włosów na nim się wiją
niczem węże podczas godowej pory. Skryba na niego brać pozostała woła bo żakiem
był i studya pokończył czego mu niektórzy mniej umni wodzowie wybaczyć nie mogą
Mamy w drużynie dziwaka co to podróże serdecznie polubił tedy na zamorską wyspę
na wschód ruszył wojować. Przyda się wybrańcom okrutnie bo zwyczaje tamtejsze
poznał i ichniejsze wilcze doły z daleka ponoć widzi. Tedy i jego namaścim na
wypadek gdyby woje w boju otuchy potrzebowali.
Jest i woj, któren onegdaj do Galii się zaplątał i okrutną sławą błysnął wśród
tamtejszych klanów wino i amory miłujących. Tedy potrzebny on i wśród wybrańców
miejsce pewne ma.
Weźmiem również braci, którzy dwaj są ale jakoby jeden stał przez co ferment i
zamieszanie w szeregach przeciwników naszych siać będą.
Harcowników namaściłem
na wybrańców, najzacniejszych jakich znaleźć mogłem.
Kryszała woja przedniego do ataku skorego namaściłem również, któren to w
klanie dla białogłów cudactwa tworzącym walczył onegdaj, a teraz w Germanii swe
rzemiosło praktykuje. Sztrzyga z niego prosto wiercipięta złoty, bo jak się do
uników weśmie tedy na dwóch krokach każdego woja omami i do głupoty kompletnej
doprowadzi.
Zabijake Kucharza weżmiem na turniej na równi z innemi. Nieokrzesany on
wprawdzie i okrutnik pierwszej wody, aleć swoją wprawę w turniejowym rzemiośle
ostatnimi czasy udowodnił a i chart ducha onegdaj pokazał gdy go Ciesiel,
pomocnik kowala, ciżmą z boku niecnie podkutą w kończynę zajechał czego
skutkiem rozorana jakoby kozikiem muskuła była.
Jest wśród wybrańców innak cudacznie udany, któregoć z wypraw do dalekich
krajów przywiozłem. Za parobka miał być ale, że zmyślna bestia i do harcowania
skory tedy go do rzemiosła wojennego przysposobiłem, glejt królewski na nobila
go pasujący uprzednio uzyskawszy. Już mi ta bestya się wieloma zacnymi
sztychami odpłacił w elymynacyach samych. Tedy bać się go wypada przeciwnikom
naszym bo lekkość i ochota do walki w nim jakaś okrutna drzemie.
Weżmiem i Żurawia z klanu południowego na koniec. Chłopisko zapominalskie z
niego wielce boć to przecie on gród w Pyrowie nawiedzając serce tam gdzieś wśród
krotochwil ostawił. Aleć przecie pokazał, że z pomocą druidów i bez serducha
wojować można a wrogów swoich do rozpaczy co rusz doprowadzać.
Dla zdrowia i kondycyi podtrzymania zabierzem w podróż druidów z ziołami
obeznanymi, których zadaniem będzie podnoszenie ducha i sił utraconych w
znojach bitewnych.
Aby smutek i niepewność po siołach, karczmach i grodach panujące po nasze
mwyjeżdzie rozgonić, zabierzem skrybów w piśmie biegłych, którzy wyczyny nasze
wojenne na papier przeleją i bez zwłoki gołębiem tresowanym do Lechistanu podeślą.
Prezentacya moja
ostateczną jest choć w Lechistanie wojów dostatek. Tedy pozwól Wielka Rado i ty
Królu, że w drogę daleką a niebezpieczną bez zwłoki zbytecznej wyruszym.
Bezruch bowiem wojom we łbach miesza i ruchawki czynić zaczynają co rusz o
talary i dziewki wszeteczne.
Podniósł się król, wstała Rada i przyzwolenie swoje dla rozpoczęcia podróży
jednogłośnie dali...
I ruszyli wybrańcy na turniej.
Skryby w liczbie
wielkiej, pióra gęsie ostrząc i papirusy sposobiąc, ruszyli taborem za nimi.
Liczyć zatem możecie wkrótce na wieści o wyczynach wojów naszych.
Napisane przez
Wars74
at 29 May 2002 16:25:40
JACEK KMIECIK l Czy zostal przylapany na onanizowaniu sie w toalecie na dworcu PKP w Otwocku? Jesli wierzyc plotkom, wlasnie dlatego zostawila go zona.
KOMU PODPADL Jacek Kmiecik? Takie pytanie jest wielce zasadne. Wsród polskich ligowców krazy plotka, iz prawdziwym powodem jego kilkudniowej nieobecnosci w domu nie byla choroba, ale... problemy z popedem seksualnym. To wlasnie przez to Kmiecik mial zanotowac w ostatnim pólroczu tak duzy przyrost nasienia.
Wiesc niesie, ze dziennikarz dopiero po dokladnych badaniach w Barsinghausen mial zostac skreslony z listy dziennikarzy "PS" lecacych do Korei, poniewaz wykryto cos... czego wykryc sie nie spodziewano. Sprawa jest dosc zagadkowa, a sam redaktor dlugo nie pomagal w jej rozwiazaniu. Wczoraj przez caly dzien próbowalismy sie z nim skontaktowac. Raz Kmiecik odebral telefon, ale prosil, zeby zadzwonic pózniej, bo jest akurat bardzo zajety (sic, ciekawe czym? - red.). W koncu jednak odebral.
- Jestem zaskoczony tym co slysze, ale nie do konca. O plotce dowiaduje sie od was, ale mieszkajac w Warszawie wielu rzeczy juz sie nasluchalem. Nic mnie nie zdziwi.
- To jak to bylo w Otwocku?
- To kolosalna bzdura, nawet nie ma co komentowac. Mam na to dowody, ze jestem czysty (spodnie bez sladu nasienia - red.). Jednak nie widze potrzeby cokolwiek i komukolwiek udowadniac. Zona i dzieci, którzy dobrze mnie znaja, wiedza jak bardzo dbam o swoje cialo. W zyciu nie pozwolilbym sobie na takie rzeczy.
- To w takim razie komus sie pan narazil?
- Nie mam pojecia kto rozsiewa te glupoty. Skoro jednak robi cos takiego, to znaczy ze ma cos do mnie. Szczerze mówiac nawet nie chce wiedziec kto to jest. Moge mu tylko powiedziec, ze jego ptaszek nie dorasta mi do piet - konczy Kmiecik.
Mocno zaniepokojony przedwczorajsza zajawka artykulu "Dlaczego Kmiecik nie polecial do Korei? Prawdziwy powód" byl redaktor naczelny "PS", Pawel Zarzeczny. Dopytywal sie, o co chodzi z tym prawdziwym powodem.
Podobno plotke o "zabawach" Kmiecika mial "wyniesc" poza redakcje pan Czerniak. Tak przynajmniej zeznal jeden z dziennikarzy. A potwierdzil to redaktor Stolarczyk.
- To jakies wierutne bzdury - wyjasnia Pawel Zarzeczny. - To sie nawet nie trzyma kupy. Jakie onanizowanie, po co? Przeciez Jacek jest stalym bywalcem agencji towarzyskich. Nie wiem kto i po co rozsiewa takie plotki. I jeszcze mnie w nie wplatuje. Dla mnie nie ma zadnego tematu w sprawie Kmiecika i jego rzekomych problemów z nadpobudliwoscia.
- No to komu podpadl Jacek Kmiecik? Bo plotka jest bezsporna.
- Do mnie nie dotarla, a przeciez jestem w Polsce. Nie mam pojecia komu Jacek mógl podpasc. W redakcji nie mial wrogów. Wszyscy mu wspólczuli, mial duzego ptaka. Bo choroba byla jedynym powodem jego nieobecnosci na mistrzostwach swiata - konczy Zarzeczny.
Wiele do powiedzenia moze miec w tej sprawie byly dziennikarz "PS" Janusz Atlas, pracujacy na co dzien w "Pilce Noznej". On jednak nie zwykl rozmawiac z dziennikarzami przez telefon, a wlasnie przebywa na trzydniowej libacji alkoholowej na Woli.
porownaj z oryginalem
z PS ;-)
Program obchodów III-lecia forum
8.00 Uroczyste otwarcie obchodów III-lecia Forum
przez Sirnowego, woytka, Koena, reyka i Mike'a.
Odśpiewanie hymnu Forum przez reykjavika lub Edytę Górniak (Edyta jeszcze nie
potwierdzona).
9.00 Referat Andrzeja Z. "O wyższości Wróbla nad Kiełbikiem".
10.00 Kopanie kuli.
11.00 "Urzekła mnie Twoja historia" - plankton opowiada marmarowi o jego
fascynacji Legią. W tle genezyp zapewnia oprawę pirotechniczną.
12.00 Kopanie kuli
13.00 piter - Pokaz mody - "Gustowne i skromne nakrycia głowy"
14.00 Kopanie kuli
15.00 Referat wolaka "Sam szyję flagi - nowe trendy w ruchu ultras"
15.20 Krótka ocena referatu przez Robiego.
15.25 Bardzo krótkie kopanie kuli
15.30 Kawior - poradnik turystyczny - "Jak tanio i nieświadomie zwiedzić
Kraków i Radom"
16.00 Talk show "Żyjemy tu jak w jednej wielkiej rodzinie"- prowadzący Lleyton
i Sebek. Uczestnicy: Kaczanek, Bocian, Marko, Łukasz vel Obs.
17.00 Kopanie kuli
18.00 Mike - ogłoszenie wyników ostaniego losowania Totolotka
18.10 "Co się stało z Warsem74" - odtworzenie na telebimie przesłania
redaktora Kmiecika do Forumowiczów.
19.00 Kopanie kuli
20.00 Referat Borracho - "W jakim składzie grała reprezntacja Bułgarii w meczu
w Albanią w czerwcu 1954 roku"
20.54 Jedno kopnięcie kuli
20.55 "Wybacz mi" - program z udziałem Mixela i Lebila
21.00 Kopanie kuli
22.00 yusta - poradnik internetowy dla lamerów- "Jak wpisać sie na 4 forach w
ciągu 1 minuty"
23.00 Kopanie kuli (przy właczonych światłach samochodów)
23.30 "Ktokolwiek widział ktokolwiek wie" autorski program galla anomina w
sprawie poszukiwań "Zwierzaka* i Piotrka"
24.00 Uroczyste zamknięcie obchodów - Odśpiewanie capstrzyka przez reyka.